O sztuce i nie tylko.


O sztuce fotografii najlepiej opowiedzą nam same zdjęcia – takie podejście pielęgnowałem w sobie do momentu, kiedy sięgnąłem po pierwszą książkę poświęconą tej tematyce. Ku mojemu zdumieniu okazało się, że wbrew pozorom tekst potrafi być równie inspirujący jak obraz, w którym to upatrywałem wówczas źródło moich przyszłych olśnień, kiedy nagle rażony pomysłem zerwę się na równe nogi i pobiegnę w nieznanym mi kierunku ściskając w dłoni aparat. Zwracając uwagę na siłę wyrazu, jaki niesie za sobą tekst nie mam na myśli czysto warsztatowych opisów, które w większości wymagają zespolenia owego tekstu i ilustracji. Myślę raczej o trudnej do zdefiniowania wartości robienia zdjęć. W związku z tym uważałem, że jedynym słusznym opisem tejże sztuki jest nic innego jak samo zdjęcie, ale okazuje się, że o fotografii można równie pasjonująco opowiadać. Być może jest to wynikiem tego, że zdjęcia często idą w parze z jakąś towarzyszącą im historią, albo po prostu dlatego, że one same mają najczęściej stanowić rodzaj narracji. Po pierwszej przeczytanej lekturze szybko uświadomiłem sobie, że stwarza to w moim przypadku możliwość połączenia słabości do pisania i dzielenia się swoimi pracami. Tak zrodził się pomysł by stworzyć tego fotobloga.   
Osobiście uknułem taką teorię, że sposób, w jaki robimy zdjęcia i samo podejście do zdjęć potrafi w dużym stopniu pokazać prawdę o człowieku. Być może nie jest to zbyt oryginalne przemyślenie i pewnie nie jestem pierwszym, który tak pomyślał, ale bardziej od oryginalności cenię sobie w nim to, że za każdym razem się sprawdza. Jak na dłoni widać, kto podczas robienia zdjęcia jest zachowawczy, a kto lubi puścić wodze fantazji – dotyczy to zarówno tych, którzy naciskają spust migawki, jak i tych, którzy stoją przed okiem obiektywu. Dzieje się tak, dlatego, że fotografia w moim odczuciu jest zbiciem dwóch sposobów traktowania na pozór tej samej czynności. Jedni zawsze będą sięgać po nią ze względów praktycznych, a inni chcą pójść dalej, wykraczając poza powszechność przekazu by używać fotografii, jako formy własnej ekspresji.
Takim osobniczym pomostem między jednymi, a drugimi są sytuacje, gdzie zdjęcia stają się pretekstem do robienia rzeczy, które bez udziału aparatu mogłyby zostać uznane za abstrakcyjne. Bo jak racjonalnie wyjaśnić obecność półnagiej kobiety stojącej przy odrapanych drzwiach jakiejś zabytkowej kamienicy? Gdyby nie wianuszek stojących tam wizażystów, fotografów czy ludzi odpowiedzialnych za światło powyższe zajście mogłoby zostać uznane za próbę obnażania się w miejscu publicznym. Tu chyba właśnie należy upatrywać sens wszystkiego, co z fotografią związane. Chodzi o odrywanie się od rzeczywistości, od tego, na co przywykliśmy bezkrytycznie patrzeć, zwrócenie uwagi na to, co mijamy wzrokiem, albo, czego nie potrafimy sobie wyobrazić, wreszcie chodzi o pokazanie absurdu i o docieranie w miejsca, gdzie nikt przed nami nie postawił swojej nogi – dosłownie i w przenośni.