Kilka słów o tym, co robię.

Ludzie na różnych poziomach odczytują fotografię. Dotyczy to w szczególności tych, którzy czekają na końcu drogi, jaką przebywam. Ich zadaniem jest możliwie najcelniejsze odtworzenie owej drogi, którą poddaję ocenie ich wzroku. Ten zwizualizowany ułamek sekundy, który dla większości będzie jedynie prostym przypomnieniem zamkniętym w pewien rodzaj symboliki, a dla mnie będzie to obraz na wskroś przepełniony historią. Dzieje się tak, bo zdjęcie nie jest celem samym w sobie. Zdjęcie jest wyłącznie zwieńczeniem spontaniczności, która każe mi w nieuzasadniony sposób wychodzić na zewnątrz, wyznaczać sobie kolejne dążenia i rzucać wyzwanie otoczeniu. Wbrew pozorom aparat nie krępuje ruchów, gdy zabieram go wszędzie ze sobą. Przeciwnie. Czuję się wtedy wolniejszy, niż kiedykolwiek, bo jest przepustką do inscenizacji każdego szaleństwa, jakie przyjdzie mi do głowy. Aparat odkleja mnie od niekiedy tępej rzeczywistości i pozwala spojrzeć na wszystko z perspektywy niewidzialnego dla reszty obserwatora. To uczucie daje siłę do robienia rzeczy, o jakie nie można było się wcześniej podejrzewać. Dlatego Benny Rebel postanowił któregoś dnia, że zamrozi czas, kiedy ukucnie naprzeciw lwa w jego naturalnym środowisku i zajrzy głęboko w jego przepełnione dzikością oczy. Dlatego w czasie, kiedy przechodnie przyłapani przez deszcz szukają w popłochu schronienia - Yanik Chauvin szykuje się do wyjścia i ostatni raz sprawdza czy dobrze naciągnął wodoszczelny futerał na swój aparat. Dlatego tacy ludzie jak Petra Smidova czy Alan Shapiro opanowywali sztukę przenikania ludzkich dusz i potrafią dzisiaj z wyrafinowaniem odkrywać ich najbardziej strzeżone tajemnice. Dlatego nie ważne czy jeszcze tydzień temu twój aparat występował dumnie w reklamie czy już dawno przegrał z kretesem w beznamiętnej wojnie na wielkości liczbowe. Czy triathlonistka Emma Snowsill (trzykrotna mistrzyni świata i mistrzyni olimpijska) zanim stała się twarzą firmy Asics trenowała swoje umiejętności przy użyciu najlepszych wtedy akcesoriów? Założę się, że ginęła w tłumie innych entuzjastów joggingu w rozciągniętych dresach i potencjalnie każdy spośród tych ludzi miał szansę okazać się w przyszłości wielkim sportowcem. Norweski szef kuchni Geir Skeie nie został zwycięzcą najważniejszego konkursu kulinarnego na świecie dlatego, że używał markowych garnków czy patelni. Woda na którą działa wysokie ciśnienie zawsze znajdzie sobie ujście. Chyba na podobnej zasadzie działa mechanizm ujawniania się czyjegoś talentu, bo talent nie jest wtedy pójściem na żywioł, a bycie żywiołem, który przezwycięży każde -nawet czysto techniczne- ustępstwo.